Między klątwą a czarami. Paradoksy wiejskiej miesiączki
Współczesny rynek oferuje kobietom szeroki wybór środków higienicznych na czas menstruacji – od tamponów i podpasek, po kubeczki czy dyski menstruacyjne. Jak jednak radziły sobie kobiety w czasach, gdy dostęp do takich produktów był niemożliwy, a utrzymanie higieny stanowiło duże wyzwanie? Aneta Godynia w książce „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali” przygląda się codzienności wiejskich kobiet z przełomu XIX i XX wieku. W jej publikacji można znaleźć opisy dotyczące tego, jak wyglądało ich miesiączkowanie w tamtym okresie. Zacznijmy od tego, że podejście do menstruacji w kulturze ludowej XIX wieku było pełne sprzeczności.
Z jednej strony traktowano ją jako tabu, a kobietę w czasie menstruacji postrzegano jako nieczystą, wymagającą izolacji; z drugiej – krew menstruacyjna miała mieć niemal magiczne właściwości, dlatego była używana zarówno w celach leczniczych, jak i w praktykach magicznych. Szczególną moc przypisywano krwi z pierwszej miesiączki dziewczyny, jako wyjątkowo skutecznej w czarach miłosnych i innych rytuałach – czytamy u Godyni.
Czego dawniej nie wolno było robić miesiączkującym kobietom na wsi?
Wiejski kobiety miesiączkujące w XIX wieku musiały stosować się do licznych zakazów i nakazów, które miały uchronić nie tylko je, ale niekiedy i całą społeczność przed, jak wierzono, destrukcyjnymi mocami miesiączki. Dziś przesądy te budzą rozbawienie, ale dawniej były przez kobiety poważnie traktowane.
W okolicach Bochni miesiączkującym kobietom zabraniano czerpania wody ze studni, ponieważ obawiano się, że mogłoby to prowadzić do zalegnięcia się w niej robactwa.
Podobne ograniczenia dotyczyły przygotowywania żywności – miesiączkująca kobieta nie mogła wyrabiać ciasta ani piec chleba, by chronić je przed powstaniem zakalca, ani sadzić roślin, takich jak kapusta, gdyż, jak wierzono w rejonie Pińczowa, roślina straciłaby liście. (…) Miesiączkującej kobiecie nie pozwalano doić krów ani dotykać beczek z kapustą i ogórkami w obawie, że mleko się zsiądzie, a kiszonki zepsują.
Jak pokazują źródła, sytuacje, które dziś tłumaczylibyśmy naturalnym osłabieniem organizmu kobiety podczas menstruacji – a co za tym idzie, gorszymi efektami wykonywanej pracy – w przeszłości często interpretowano w kategoriach magicznych. Gorsze rezultaty prac kuchennych przypisywano nie złemu samopoczuciu fizycznemu czy psychicznemu, lecz działaniu sił nadprzyrodzonych, które miały się wiązać z menstruacją.
Wpływ złych sił krwi menstruacyjnej miał również w dawnych wierzeniach zagrażać innym osobom z otoczenia kobiet miesiączkujących:
Na Wołyniu zaś przestrzegano przed nieodpowiednim obchodzeniem się z wodą po praniu zakrwawionej odzieży miesiączkującej kobiety. Wierzono, że jeśli inna kobieta nadepnie na miejsce jej wylania, grozi jej krwotok.
Strach przed ściągnięciem nieszczęścia był tak duży, że kobiety miesiączkujące musiały przestrzegać także rygorystycznych zasad prania odzieży:
Istniało też pojęcie „zaprania”, czyli wyprania skrwawionej odzieży kobiety miesiączkującej z odzieżą „czystych” kobiet. Zapranie miało powodować nieregularność cyklu, dlatego uważnie pilnowano, by w tej samej wodzie nie prać odzieży ze śladami krwi menstruacyjnej z ubraniami kobiet, które nie miały w tym momencie okresu.
Warto również dodać, że kobiety podczas menstruacji nie mogły uczestniczyć w obrzędach religijnych ani przebywać w miejscach uznawanych za święte.
Jak radzono sobie z menstruacją w XIX-wiecznej wsi?
W XIX wieku wa wsiach kobiety nie miały dostępu do gotowych środków higienicznych, które pojawiły się znacznie później i początkowo były zarezerwowane głównie dla mieszkanek miast. W codziennym życiu radziły sobie, wykorzystując proste, wielorazowe materiały.
Najczęściej używały szmatek, które potem były prane, suszone i ponownie używane, czasem w ogóle nie stosowały niczego. Warto zauważyć, że u wielu kobiet wiejskich miesiączka była nieregularna lub bardzo skąpa ze względu na niedożywienie, stres i ciężką pracę, a ponadto zawieszana przez ciążę i karmienie piersią – kobieta mogła przez wiele lat nie miesiączkować w ogóle.
Choć z czasem pojawiały się zalecenia dotyczące higieny i zachowania ostrożności podczas menstruacji, ich wdrożenie w wiejskiej rzeczywistości było trudne.
W jednym z poradników dla kobiet wiejskich, wydanym w latach 30. XX wieku, znajdziemy szczegółowe zalecenia: unikanie dźwigania ciężarów i niewchodzenie do zimnej wody. (…) Należało unikać jazdy wozem po wyboistej drodze, zachować wstrzemięźliwość seksualną, utrzymywać czystość ciała. (…)
Brakowało nie tylko środków i odpowiednich warunków, ale często także przekonania o potrzebie ich przestrzegania. W efekcie kobiety musiały polegać na własnych sposobach i doświadczeniu, radząc sobie z miesiączką w zgodzie z lokalnymi zwyczajami i możliwościami.
O autorce:
Aneta Godynia - genealożka. Od lat bada historie rodzin w archiwach i pomaga odnajdywać krewnych rozdzielonych przez wojny, migracje i dziejowe zawirowania. Swoją pracą przywraca pamięć, więzi i poczucie przynależności. Zbudowała jedną z największych w Polsce społeczności internetowych skupionych wokół genealogii i mikrohistorii - Galicyjskie Drzewo, gdzie pokazuje codzienne życie naszych przodków.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki: „Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali”, autor: Aneta Godynia, wydawnictwo: Sploty





