Telefon lub tablet jako recepta na wszystko
Coraz częściej mówi się o zjawisku „cyfrowego smoczka”. Chodzi o sytuacje, gdy rodzice sięgają po telefon lub tablet, żeby uspokoić dziecko – na przykład podczas napadu złości czy płaczu.
– W świecie nieustannego zmęczenia, codziennego chaosu, presji i miliona obowiązków, nie każdy dorosły ma zasoby, żeby spokojnie poradzić sobie z trudnymi emocjami dziecka. Tablet czy telefon daje natychmiastowy efekt – płacz cichnie, napięcie opada, sytuacja zostaje opanowana – wyjaśnia Adrianna Dzięgielewska.
Jak tłumaczy ekspertka, w tej sytuacji nie pomaga też to, że ekrany zostały „społecznie oswojone”. Ludzie coraz częściej traktują je jako neutralne narzędzie pomocnicze, coś, czym można się wesprzeć w trudnych momentach, nie ponosząc przy tym większych konsekwencji. – To sprawia, że dorośli rzadko zadają sobie pytanie, co dzieje się z dzieckiem w tym czasie, a skupiają się wyłącznie na tym, że to działa. Tymczasem płacz, złość czy frustracja u małego dziecka są normalne. To nie jest awaria dziecka. Odwracanie uwagi ekranem nie uczy radzenia sobie z emocjami. Uczy uciekania od nich. Jeśli ekran staje się domyślnym sposobem na wyciszenie nudy, płaczu czy złości, to dziecko nie rozwija umiejętności, które są mu potrzebne na całe życie – mówi.
Dlaczego ekrany są szkodliwe dla dzieci?
Samo istnienie ekranów w otoczeniu dziecka nie jest jednak głównym problemem. Martwiące jest przede wszystkim to, jak wcześnie trafiają one do rąk maluchów, nie przynosząc żadnych realnych korzyści. Według zaleceń, dzieci przynajmniej do drugich urodzin w ogóle nie powinny mieć styczności z wyświetlaczami.
Sprawdź też: Rodzice nie wiedzą, jak szkodliwa jest ta bajka dla dzieci! Ekspertka ostrzega: „łatwo dać się nabrać”
– To czas najintensywniejszego rozwoju mózgu każdego dziecka i żeby rozwijać się prawidłowo, dziecko potrzebuje tylko naturalnych bodźców. Mózg dziecka rośnie, pojawiają się nowe połączenia między neuronami i to bardzo wrażliwy moment, który będzie fundamentem do funkcjonowania dziecka w przyszłości.
Lista możliwych negatywnych konsekwencji jest długa: opóźniony rozwój mowy, przebodźcowanie, problemy z koncentracją i snem, impulsywność, nadpobudliwość, spadek sprawności motorycznej. Coraz częściej widzimy też u dzieci trudność z akceptacją nudy i zadań, które wymagają czasu, skupienia i cierpliwości, bo ich układ nerwowy przyzwyczaja się do szybkiej gratyfikacji i ciągłej stymulacji – wymienia Dzięgielewska.
Jak rozpoznać, że dziecko jest przebodźcowane?
Intensywne kolory, głośna muzyka, szybkie cięcia i zmieniające się kadry to ilość bodźców, z którymi rozwijający się mózg maluchów i kilkulatków nie jest w stanie sobie poradzić. Tak ogromna ilość efektów prowadzi do przebodźcowania dziecka, które manifestuje się w różny sposób.
Wielu rodziców nawet nie łączy trudnych zachowań dziecka z wcześniejszym oglądaniem bajek. Dzieje się tak dlatego że te zachowania nie występują w czasie oglądania czy zaraz po – efekty są widoczne nawet po kilku godzinach.
Dziecko wystawione na zbyt długą i zbyt częstą ekranową ekspozycję staje się rozdrażnione, płaczliwe, wpada w histerię z byle powodu. – Ma kłopoty z zasypianiem, wybudza się w nocy, czasem nawet z krzykiem. Czasami dziecko się wycofuje, zawiesza się albo nagle zasypia. To znak, że jego układ nerwowy nie daje sobie rady i potrzebuje odpoczynku – wylicza nasza rozmówczyni.
O ekspercie:
Adrianna Dzięgielewska – psycholog o specjalności klinicznej, logopeda, autorka poradnika „Instrukcja Obsługi Dziecka”. Specjalizuje się w pracy z dziećmi od wieku niemowlęcego do wczesnoszkolnego. Prowadzi terapię dzieci z opóźnionym rozwojem mowy, zaburzeniami ze spektrum autyzmu oraz chorobami genetycznymi i neurologicznymi.

